Sytuacja w mediach publicznych jest tragiczna. Nie przesadzam. I nie piszę tu o sytuacji finansowej, gdyż ta jest chyba całkiem niezła.
Po pierwsze, politycy znowu majstrują przy mediach publicznych. Już nawet nie chodzi o to, że Platforma chce je upolitycznić, bo szczerze wątpię czy rozwiązania, które zaproponowała mają temu akurat służyć. Przede wszystkim jednak, rządzący nie mają żadnego pomysłu na kształt mediów publicznych w Polsce. Rzucają jakieś chaotyczne hasła, starają się zmieniać niektóre złe rzeczy, przy okazji niszcząć też też dobre. Nie podejmują reformy strukturalnej, a zajmują się tylko fragmentami. To fatalne wyjście...
Po drugie, spójrzmy do programu telewizyjnego... Programy typu "Przebojowa noc" czy "Gwiazdy tańczą na lodzie" to według mnie niezbyt odpowiedni sposób realizowania tzw. misji mediów publicznych (a ja głęboko wierzę w potrzebę istnienia takiej misji). Mówi się, że misja w telewizji zaczyna się po północy. Ta ironia to niestety prawda. Zamiast ciągnąć ku górze, być wzorem dla innych, prywatnych mediów, telewizja publiczna sięga dna. W ramówce nie ma niemal żadnych interesujacych i profesjonalnych programów publicystycznych. Kultura, filmy popularnonaukowe, ambitniejsze kino leżą, a jeśli już pojawi się coś interesującego to po północy. Teatr telewizji zajmuje się tylko spektaklami wyjętami jakby z IPNu (takie oczywiście są potrzebne... ale od czasu do czasu...). Wiem, że przemówi teraz przeze mnie idealista, ale... z ogromną zazdrością oglądam i słucham BBC (telewizji i radia). I wydaje mi się, że to jednak do tych standardów powinny dążyć w Polsce media publiczne, a nie pzreścigać się z TVN-em i z Polsatem na robienie show. Może dojdzie jeszcze tego, by TVP wyprodukowała jakiś reality show? Chyba najbardziej brakuje mi w telewizji (bo z radiem, przyznaję, jest trochę lepiej) świetnie przygotowanych, zarówno wizualnie, jak i merytorycznie, programów informacyjnych, takich jak wieczorny program w BBC (w Polsce staraj się tworzyc takei programy TVN24- np. "Fakty po faktach"), gdzie dziennikarze naprawdę pzreświetlają dany problem, zjawisko czy fakt, który opisują i starają się pokazać go wielopłaszczyznowo, jak najbardziej obiektywnie... A najbardziej irytujące zjawisko? To tendencja do zapraszania do programów, co robi np. Tomasz Lis, polityków najbardziej hałaśliwych, najbardziej populistycznych i najbardziej awanturniczych, co do których wiadomo, że się pokłócą i nic konstruktywnegio z tego nie wyniknie... Czy nie lepiej byłoby zaprosić ludzi bardziej wyważonych, spokojnieszych, lepiej przygotowanych merytorycznie? Wtedy dyskusja miałaby jakiś sens...
Chciałbym od razu zaznaczyć, że zdecydowanie popieram istnienie mediów publicznych w rękach państwa, a raczej społeczeństwa. Uważam, że są bardzo potrzebne do kształtowania pewnych postaw, wartości oraz, jak już napisałem, do trzymania poziomu informacji, publicystyki czy kultury. Oczywiscie to kwestia przyjętej aksjologii. Ja wychodzę z takiej, wielu czytelników stwierdzi pewnie, że wolny rynek najlepiej sam by zdecydował o kształcie mediów w Polsce i media publiczne albo powinno zostać sprywatyzowane, albo programowo powinny upodobnić się do mediów komercyjnych.
Do realizowania misji media potrzebują stabilnego budżetu. By realizować tę misję obiektywnie, potrzebują budżetu niezależnego od polityków. Dlatego zdecydowanie jestem za abonamentem. Dzisiaj niemal nikt go jednak nie płaci. Nie to jest jednak powód do jego likwidacji, jak to proponuje Platforma. Trzeba zwiększyć po prostu jego ściągalność, najlepiej poprzez Urząd Skarbowy, wraz z podatkiem. Wtedy wpływy byłyby niemal stuprocentowe i emeryci, renciści czy najbiedniejsi rzeczywiście mogliby zostać zwolnieni z jego płacenia. Oczywiście wyklucza to działalność reklamową.
Obiektywność wymaga również apolityczności i niezależności. Nie będę rozwodził się tu nad tym, dlaczego ta niezależność nie jest zagwarantowana i nie będzie po wprowadzeniu w życie propozycji PO. Ale chyba wszyscy się zgodzimy, że nie jest z tym najlepiej. Oto więc moje skromna, ale bardzo prosta propozycja zmiany:
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to organ potrzebny, bo dzięki temu nadzoru nad mediami nie mogą sprawować politycy (w teorii). Jej skład powinien zostać jednak gruntownie zmieniony. Moim zdaniem w KRRiTV powinni zasiadać:
1 przedstawiciel Ministerstwa Skarbu Państwa (jako przedstawiciel właściciela),
1 przedstawiciel Ministerstwa Kutury (nadzór nad misją),
1 przedstawiciel Prezydenta (autorytet głowy państwa,
1 przedstawiciel Uniwersytetu Jagiellońskiego i 1 przedstawiciel Uniwersytetu Warszawskiego (poziom merytoryczny zapewniony przez 2 zdecydowaie największe i najlepsze uniwersytety w Polsce),
1 przedstawiciel Szkoły Głownej Handlowej (merytoryczność polityki finansowej zapewniona przez najlepszą szkołę ekonomiczną w Polsce),
po 1 przedstawicielu ZASP, ZAIKS, SDP oraz Rady Etyki Mediów (poziom merytoryczny)
W sumie 10 członków (powinni się oni charakteryzować nienaganną opinią, wysokim poziomem merytorycznym oraz wybitnym doświadczeniem w zakresie sfery medialnej - tak jak członkowie rad programowych). Myślę, że większość 6 głosów do podjęcia decyzji to odpowiednia bariera. Rada powinna mieć swobodę w powoływaniu i odwoływaniu członków rad nadzorczych spółek oraz rad programowych oraz w dysponowaniu środkami z abonamentu. Pomysł wykorzystania przedstawicieli środowisk twórczych oraz uniwerystetów przyszedł mi na myśl przy analizowaniu ustroju Austrii, Irlandii czy Słowenii.
I wszystko byłoby prostsze...

